Małgorzata Kożuchowska: „Toruń dla twórców filmowych pozostawia duże pole do popisu”
Fot. Dominika Lipińska

Małgorzata Kożuchowska: „Toruń dla twórców filmowych pozostawia duże pole do popisu”

„Kiler”, „Rodzinka.pl”, „M jak miłość” czy „Prawo Agaty” to produkcje, które przyniosły jej największą popularność. Ze wzruszeniem wspomina lata spędzone w murach V LO i na scenieStudia P Młodzieżowego Domu Kultury w Toruniu. Toruńskie ulice zna jak własną kieszeń i przyznaje, że to właśnie tutaj zaczęła dojrzewać jej wrażliwość twórcza.
Rozmawiamy z Małgorzatą Kożuchowską.

Flisak to na Tofifest wyróżnienie z najdłuższą tradycją – jakie znaczenie mają dla Pani nagrody otrzymane w rodzinnym mieście?

– Warto było czekać na tę nagrodę i bardzo się z niej cieszę. Na pewno prawdą jest, że miejsce, z którego się pochodzi, i to, co nas otaczało za czasów dzieciństwa, znacząco wpływa na to, jakimi jesteśmy ludźmi i jaką mamy wrażliwość. W moim przypadku jest to zdecydowanie aktualne. Toruń jest miastem absolutnie przepięknym. Muszę jednak zaznaczyć, że mury i architektura to jedno, ale najważniejsi są w tym wszystkim ludzie. Zawsze z wielkim sentymentem wracam myślami do Torunia. Osoby, które od samego początku tutaj spotkałam – mam na myśli wczesne lata dzieciństwa i nauczycieli ze szkoły podstawowej, wniosły do mojego życia bardzo wiele. Pamiętam, jak pod okiem pani Lucyny Sowińskiej, uczyłam się początków aktorstwa. Ona też doprowadziła mnie do egzaminów wstępnych do szkoły teatralnej. Jestem niezwykle wdzięczna za wsparcie, jakiego przez wiele lat udzielała zarówno mi, jak i innym swoim podopiecznym. Podczas warsztatów uczyła nas przede wszystkim pracy zespołowej i wzajemnej akceptacji. Takie wspólne docieranie się jest niezwykle trudne, ale podczas pracy w teatrze ogromnie procentuje i stanowi bezcenną wartość.

Podkreśla Pani sentyment do Torunia jako do miastado jakich miejsc wraca tutaj Pani najchętniej?

– Jednym z najbardziej magicznych toruńskich miejsc jest bez wątpienia starówka. Jest ona absolutnie przepiękna i cieszę się, że dynamicznie się rozwija i nieustannie zmienia. Pamiętam, jak w latach 80. zaczęły się tam otwierać pierwsze knajpki i kawiarenki. Teraz trudno już za tym wszystkim nadążyć. Kiedy koledzy z pracy proszą mnie, żebym poleciła im jakieś sprawdzone miejsce w Toruniu, gdzie można smacznie zjeść, to przyznam szczerze, że mam z tym problem. Wszystko ze względu na tak ogromną ewolucję starówki. Co do innych ulubionych miejsc – uwielbiam także toruńskie kościoły, Katedrę Świętojańską, Dwór Artusa czy Bulwar Filadelfijski. Uważam też, że najpiękniejsza panorama to właśnie ta toruńska.

Podczas Tofifestu wyróżnia się przede wszystkim oryginalność i niepokorność twórczą – jak definiuje Pani wspomnianą niepokorność?

– Dla mnie bycie niepokornym oznacza mieć odwagę iść za sobą – za swoim sumieniem, wyobraźnią, marzeniami. Niepokorność kojarzy mi się z młodością, w dobrym tego słowa znaczeniu. Ważne jest, by mieć odwagę do tego, żeby się realizować, nawet jeśli nie zawsze jest to zgodne z oczekiwaniami osób z naszego otoczenia.

Czy marzy się Pani zagranie w filmie, którego akcja odbywałaby się właśnie w Toruniu?

– Myślę, że marzeniem wielu aktorów jest to, by przeżyć przygodę artystyczną poza miejscem zamieszkania. Wówczas skupiasz się w stu procentach na danym zadaniu aktorskim. Gdyby się jednak zdarzyło tak, że ktoś zaproponuje mi fascynującą historię, która zostanie osadzona właśnie w Toruniu, to oczywiście jestem pierwsza na liście, by taki film zrealizować. Myślę, że Toruń dla wielu twórców pozostawia jeszcze duże pole do popisu i nie jest wystarczająco ograny. Zawsze jest tak, że widz tęskni za nowymi plenerami, przestrzeniami i kiedy wpuści się go w tak piękne uliczki, jak te toruńskie, cała produkcja nabiera od razu innego smaku i jakości.


Rozm. Olga Taraszka

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.