Pierwsza dama polskiego bluesa. Felieton Darka Kowalskiego

Niedawno w Hard Rock Pubie Pamela wystąpiła pierwsza dama polskiego bluesa - Magda Piskorczyk.  Pisząc o artystce z rozmysłem użyłem tego "tytułu" ... choć osobiście uważam, że biorąc pod uwagę fakt, iż w swojej twórczości nieustannie przekracza granice i wyznacza nowe trendy, określenie takie nieco uszczupla jej dorobek artystyczny.
 
 
Z drugiej strony blues nieustannie ewoluuje, będąc nie tylko inspiracją, lecz chłonąc również wpływy, co powoduje znaczne rozszerzenie ram gatunku.  Tuż po koncercie miałem okazję zadać Magdzie kilka pytań. Odpowiedziami na nie chciałbym się z Państwem podzielić w tym tekście.  Jednym z ważniejszych wydaje mi się to, w  którym spytałem o cenę, jaką trzeba zapłacić za wolność artystyczną oraz przeszkody, na jakie się napotyka, pragnąc zachować niezależność .  W odpowiedzi usłyszałem: " Na pewno dość wysoką ceną jest to, że pracujesz praktycznie non stop. A granicą, którą na pewno samemu trudno przekroczyć, są masowe media. Sama byłam zapraszana czterokrotnie  do The Voice of Poland. Wiedziałam, że to fajny program, który daje dużo możliwości promocyjnych. I lubię go czasem oglądać. Tutaj jednak pojawia się kontekst granicy, której ja sama nie chcę przekroczyć. Mianowicie, wierność sobie i swojemu zespołowi. Pamiętam, jak niewiele warunków postawiłam programowi. Jednym z nich, podstawowym, było to, że będę miała możliwość grania ze swoim zespołem, z ludźmi, którzy przez lata zespół  "Magda Piskorczyk" też tworzą. Nie dostałam tego zapewnienia, poprosiłam o niepisanie do mnie więcej w sprawie udziału w programie. Wolność artystyczna daje spokój ducha, choć droga do sukcesu jest dłuższa i zdaje się nieco trudniejsza". W przypadku Magdy Piskorczyk sukces ma konkretny wymiar. Trzy nominacje do Fryderyków oraz siedem tytułów "Wokalistki Roku" przyznanych w plebiscycie kwartalnika Twój Blues, świadczą same za siebie. Czy jednak zawsze droga do ich zdobycia była prosta?  Okazuje się, że nie: " Piętnaście lat temu uznawana byłam przez  organizatorów festiwali w Polsce za freaka.  Grałam bardzo dużo za granicą, ale praktycznie nigdy na polskich imprezach masowych, bo puryści, którzy festiwalowe plakaty zapełniali nazwiskami głównie elektrycznych gitarzystów bluesowych, mówili:  "przecież to, co grasz to nie jest blues". A dla mnie blues, gospel, soul zawsze jest, był i będzie mową serca, duszy".  Jeśli będziecie mieli Państwo okazję uczestniczenia w koncercie Magdy , musicie z niej skorzystać.