Wybrukowana amnezja

Jednym z niewielu pomysłów, jaki udało się wspólnie zrealizować Urzędowi Miasta i Fundacji Stare Miasto, była dwusezonowość parkingowa.

Oto na kilku uliczkach, po sezonie turystycznym, od 1 listopada do końca marca mogli postawić auta posiadający wykupione abonamenty mieszkańcy starówki. Brałem aktywny udział w ustalaniu, na które to uliczki, a nawet do którego numeru domu wolno będzie mieszkańcom wjechać. Do dziś nie rozumiałem niechęci władz do umożliwienia wjazdu na ulicę Ducha Świętego. Mimo że jest dużo szersza niż np. Świętego Jana, na której pod murem katedry wolno parkować przez cały rok i do tego skośnie (chyba lobbing duchownych był skuteczniejszy od potrzeb mieszkańców...), nie wolno było na nią wjeżdżać i parkować. Argument był jeden: auta zabrudzą świeżo położony na Ducha bruk. Po wielu dyskusjach Urząd zgodził się na wjazd na Ducha właśnie po sezonie turystycznym i parkowanie równoległe, czyli powstało dodatkowe 10-12 miejsc, zamiast około 30 przy skośnym. Od 15 lat wiadomo, że w Toruniu z władzą nie pogadasz (no chyba że masz rozgłośnię radiową lub źródła geotermalne), a negocjacje kończy zawsze decyzja prezydenta. Dobre było więc i to. Kiedy więc nadszedł listopad, wielu chciało podjechać bliżej domów i zaparkować na Ducha. A tu klops. Nie ma gdzie. Otóż, cała uliczka jest zamalowana kopertami, cztery są dla inwalidów, inne dla nowego hotelu. Podobnie wygląda atrakcja miasta, czyli Dom Kopernika, przed wejściem do którego na kopertach stoją dostawczaki albo auta jego gości. To już kolejna uliczka, którą miasto de facto „sprzedało” hotelowi, zabierając ją kierowcom i mieszkańcom. Od kilku lat cała część ulicy Piekary jest jedną hotelową kopertą, teraz Ducha i Kopernika, Szczytna i Mostowa to także jedno pasmo kopert. I tu jakoś stan bruku prezydentowi nie przeszkadza. Chyba auta gości hotelowych jakoś cudownie go nie brudzą, ale te torunian już tak. Albo to cud techniki, albo hipokryzja i zwyczajna pazerność na kasę.

Maciej karczewski
toruński przedsiębiorca