Requiem dla „Trójki”...

Dla każdego z nas, młodość, potem nauka, praca, rodzina to jakaś epoka, jakiś tylko jego i jemu właściwy czas.

A w tym okresie zawsze jakiś tego symbol, takie pierwsze skojarzenie. Także muzyczne. Bardzo często mówimy o smakach z dzieciństwa, o pierwszych wakacjach z plecakiem czy pierwszej dalekiej podróży. Los sprawił, że dużo w życiu jeździłem i od zawsze ważny był dla mnie głos radia. Brzmiał w tle w starych autobusach autosan wiozących na wioślarskie regaty, a na sportowych obozach często siedzieliśmy w jednym pokoju, słuchając listy przebojów „Trójki”. Kiedy przyjeżdżałem w czasie studiów do domu starym trabantem, już od granicy grzebałem w starym enerdowskim radiu, aby jakoś wyłapać „Zapraszamy do Trójki”. To był pierwszy głos Polski, nie licząc zimnego głosu kontroli celników na granicach. Pierwsza praca, tysiące przejeżdżonych po Polsce korporacyjnych kilometrów, zawsze z „Trójką” w aucie. Do dziś wracając z weekendowych wyjazdów, od 15.00 trójkowa „Siesta” w aucie jest obowiązkowa. Bo radiowa „Trójka” to dla mojego pokolenia wartość sama w sobie. Razem z nami przeszła z komunistycznego PRL do wolnej Polski. Nigdy żadna rządząca ekipa nie odważyła się na „Trójkę” podnieść swojej łapy. Już samo słuchanie „Trójki” było czymś ważnym, poprawiało nastrój, otwierało na nowe kierunki i rodzaje muzyki. „Trójka” zawsze miała także to coś, dbałość o język i doskonałą polszczyznę, nienaganny radiowy warsztat i te cudowne głosy swoich dziennikarzy. Te warte milion dolarów i nie do pomylenia głosy Niedźwiedzia, Manna, Andrusa czy Kantereita. Ale teraz większości tych głosów tam już nie ma. Ze zgrozą obserwuję, jak z radiowego mercedesa, robi się teraz propagandowego ziła. Czy nie wystarczyło przejęcie publicznej telewizji z tysiącami etatów dla swoich lub innych programów Polskiego Radia? Dlaczego i w imię czego niszczy się teraz najlepsze radio w tej części Europy, jakim była dla nas – ludzi z pogranicza epok i systemów, ludzi z pokolenia JP II – nasza radiowa „Trójka”? To kolejny odbierany nam symbol, może o jeden za dużo?

Maciej karczewski
toruński przedsiębiorca