Bez współpracy w grupie, nie da się nic osiągnąć

Właścicielka i szef kuchni restauracji Malika, uczestniczka polskiej edycji programu Top Chef, autorka książki „Przyprawy” oraz laureatka statuetki Hermesa Poradnika Restauratora 2017, w kategorii Osobowość Gastronomii.

O inspiracjach kulinarnych,  egzotycznym twiście i sztuce prowadzenia restauracji
rozmawiamy z

Ewą Maliką Szyc-Juchnowicz
gościem Święta Toruńskiego Piernika

Pierwsze 12 lat życia spędziła Pani w Algierii i wydaje się, że to właśnie ten etap życia miał kluczowy wpływ na Pani późniejsze kulinarne wybory…

Ewa Szyc-Juchnowicz: – Nie da się ukryć, że to prawda. Myślę, że pierwszy etap życia niezależnie od tego, gdzie się wychowujemy, ma zawsze ogromny wpływ na to, jak kształtuje się nasze późniejsze, dorosłe życie. W związku z tym, że w moim przypadku dzieciństwo spędziłam w Afryce Północnej, to też siłą rzeczy kulinarne wybory nie skierowały się bezpośrednio ku kuchni polskiej, ale mają też egzotyczny twist.

Ma Pani na imię Ewa, ale znacznie częściej rozpoznawana jest jako Malika, co oznacza królową – jaka jest historia tego imienia?

Ewa Szyc-Juchnowicz: – Imię to związane jest z kulturą afrykańską. Jeszcze przed moim narodzeniem rodzice wyjechali na Czarny Kontynent i zdążyli zakochać się w tamtejszych stronach. W związku z tym pragnęli mi dać jakąś pamiątkę, która przypominałaby mi, gdzie się urodziłam. Postanowili wobec tego, żeby przy chrzcie moim drugim imieniem została Malika.

Nie ukrywa Pani tego, że swoją karierę w gastronomii zaczynała od obierania warzyw i przygotowywania przystawek – czy cierpliwość i konsekwencja w dążeniu do celu są właśnie sposobem na sukces?

Ewa Szyc-Juchnowicz: – To słowa, które od zawsze powtarza się każdemu, i myślę, że nie są to wyłącznie puste frazesy. Uważam, że warto wierzyć w marzenia, nawet te z pozoru nierealne. Oczywiście sama wiara w sukces nie wystarczy, trzeba też zakasać rękawy i wykorzystywać wszelkie okazje, które się przed nami pojawiają. Ważna jest też ciężka praca i wytrwałość w dążeniu do celu. Jak widać, choć z pozoru droga od obierania warzyw do bycia szefem kuchni jest bardzo długa, nie jest czymś wyimaginowanym, o ile jest się konsekwentnym.

Stereotypowo gotowanie kojarzy się ze znajomością przepisów i technik kulinarnych. Pani wielokrotnie przekonuje jednak, że jest to rozumienie smaków, eksperymentowanie z przyprawami. Co jeszcze należy do zasad Pani gospodarki kulinarnej?
Ewa Szyc-Juchnowicz: – Przede wszystkim gospodarkę kulinarną musimy rozgraniczyć na to, co robimy w domu i w kuchni gastronomicznej. Różnica jest taka, że w restauracji pracuje cały zespół. Szef kuchni jest jednym z filarów, choć niekoniecznie najważniejszym. Zaangażowanie całego zespołu jest jednak nieocenione, gdyż bez pełnej współpracy grupy nie da się nic osiągnąć. Dlatego też wielokrotnie powtarzam, że jeśli ktoś aspiruje do roli szefa kuchni, podstawą jest zbudowanie solidnego zespołu, który zrozumie naszą filozofię i wszelkie inspiracje. W moim przypadku się to udało, gdyż cały czas towarzyszą mi osoby, z którymi zaczynałam.

Czy tematem przewodnim toruńskich warsztatów z Panią będą przyprawy – tak jak tytuł jednej z Pani książek?

Ewa Szyc-Juchnowicz: – Święto Toruńskiego Piernika to takie piękne zamknięcie kółka, kiedy mam okazję podkreślić, dlaczego wydałam swoją książkę. Piernik jest jednym z produktów, który zawiera mnóstwo przypraw. Zawsze zachęcam wszystkich do tworzenia własnych mieszanek piernikowych, gdyż nie jest to wcale takie trudne. W związku z tym oczywiście przyprawy i ich połączenia będą tematem przewodnim najbliższych warsztatów.

Olga Taraszka

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.