Królestwo brzydoty

W te wakacje zdarzyło mi się wjechać do Polski od strony Słowacji, prościutko na Podhale. Zderzenie z naszym krajem było jak cios obuchem. Estetyczny cios. Wjechałem do królestwa brzydoty, cesarstwa chaosu i arcyksięstwa pseudoreklamy.

Pierwsza z miejscowości – Jabłonka, siedziba gminy witająca ludzi wjeżdżających do nas, to koszmar dla każdego, kto ma choć odrobinę poczucia gustu. Nawet niewielkie domy potrafią dźwigać 15-20 banerów, szyldów i „reklam”. Budowle są zazwyczaj koszmarkami architektonicznymi lub ponurymi klockami postkomunistycznymi, pomalowanymi w jakieś „majtkowe” kolory.

Niestety dalej było jeszcze gorzej. Maków Podhalański i Sucha Beskidzka były karuzelą niesmaku i klimaty z wiejskiego odpustu. Setki szyldów, dziesiątki zalanych chińskimi bzdetami sklepów, ani śladu umiaru, pomyślunku estetycznego. A przecież tak niewiele trzeba, by przemyśleć przestrzeń wokół nas tak, aby była harmonijna. Niestety na Podhalu ładne są jedynie góry, reszty lepiej nie oglądać.

Polska niezwykle wypiękniała przez ostatnie 28 lat. Z kraju do bólu szarego i ponurego stała się państwem barwnym, w wielu miejscach europejskim. Niestety, za rozwojem gospodarczym nie poszedł rozwój estetyczny. Przez wiele lat w szkołach nie uczono plastyki. Powiecie, że to nie jest najważniejsze. Nieprawda. To, w jakim żyjemy otoczeniu, kształtuje nasze umysły. Jeżeli żyjemy w, pardon, syfie wizualnym to w naszych głowach buduje się przyzwyczajenie do bylejakości i chaosu.

Toruń jest akurat perłą na tle Polski, mogę z czystym sercem powiedzieć, że jesteśmy jednym z najbardziej „europejskich” miast w kraju. Ale trzeba walczyć z Królestwem Brzydoty. Jak już nie dla nas, to dla naszych dzieciaków.

Jarosław Jarry Jaworski
specjalista public relations, freak