„Matrix” przestał być fantazją

W poniedziałek, 26 czerwca, w polskich mediach zajmujących się nowymi technologiami pojawiła się wiadomość, którą pewnie kiedyś będą wspominały nasze dzieci i wnuki. Trudno dziś powiedzieć, czy będą to wspomnienia miłe, czy nasi potomkowie będą rozmawiać o tym, kryjąc się w podziemnych kanałach przed maszynami.

 Przekazano informację o tym, że facebookowe boty zaczęły porozumiewać się same ze sobą, bez pośrednictwa człowieka, tworząc własny, cyfrowy język, zupełnie odmienny od naszego. Najbardziej szokujące było jednak to, że boty w rozmowie ze sobą... udawały ludzkie uczucia – zaskoczenie i zdziwienie. OK, pewnie wielu z Was nie wie, o co chodzi. Nic dziwnego, bo technologia „bota” jest powszechna od nieco ponad pół roku. W Toruniu pierwsze zastosowanie botów pokazał na festiwalu Tofifest 2016 team artystyczno-naukowy Instytut B61. Upraszczając, boty to automaty osadzone w Messengerze (czacie) serwisu Facebook. Stworzono je, by zamiast pracowników odpowiadały klientom kontaktującym się z profilami firm. Wgrano im system sztucznej inteligencji, dzięki któremu boty „uczą” się z rozmowy na rozmowę, jak coraz lepiej kontaktować się z człowiekiem. Przewidywano, że nauczą się samodzielności, ale to miało zdarzyć się „kiedyś”, nie dziś! Czy należy się obawiać? Fachowcy studzą emocje i mówią, że na razie nie. Ale tak sobie myślę, że gdyby boty poszły dalej i zmieniły sztuczną w prawdziwą inteligencję, to co stanie im na przeszkodzie, by pewnego ranka zmienić nam świat, przejmując Internet? W „Terminatorze” i „Matrixie” ludzkość ukrywa się pod ziemią, bo światem zawładnęły maszyny. Ich sztuczna inteligencja okazała się sprawniejsza od inteligencji ich twórców. W tych filmach ludzie nie walczą już o byt, ale w ogóle o istnienie gatunku. Mam wrażenie, że w poniedziałek maszyny zrobiły pierwszy krok do tego celu.