Polskie piekiełko...

My Polacy, jak mało która nacja, potrzebujemy znanych osobowości, symboli i bohaterów. Potrzebujemy jak tlenu. W tak mi bliskim sporcie, widać to najlepiej. Była „Małyszomania”, kiedy drobny i skromny cieśla z Wisły przeskakiwał cały świat.

Przez pół zimy nie można było odciągnąć nas od telewizorów. Była faza Roberta Kubicy, kiedy całe rodziny siedziały wpatrzone w ekran, obserwując setki okrążeń chłopaka w biało-czerwonym kasku. Kochaliśmy Otylię za motylkowy raj medalowy, śledziliśmy sukcesy Justyny Kowalczyk i jej twardy, góralski charakter, kiedy z pękniętą stopą sięgała po olimpijski medal. Chyba wszyscy zakochani byliśmy w polskim papieżu. Dziś sam jestem dumny, że jestem właśnie z pokolenia JPII. Polacy po prostu muszą mieć ludzi-symbole. Przez lata zaborów, potem wojen światowych i lat komuny ktoś zawsze niszczył naród, niszcząc jego autorytety. Dlatego wkurza mnie, że obecna władza, tak bardzo odwołująca się do historii i tradycji, zwalcza nasze autorytety. Skąd ten pęd do pisania historii od nowa? Czemu i komu ma to służyć? Przykre było patrzeć, jak niszczono mit Lecha Wałęsy. Z człowieka – symbolu wolności, noblisty i prezydenta Polski, robi się agenta i wyrzuca się go z podręczników historii. Bolało mnie, kiedy w naszym wspólnym Sejmie, parlamencie wszystkich Polaków, prezes Kaczyński wychodził z sali obrad, gdy czczono pamięć Andrzeja Wajdy. Gdzie byłby teraz prezes bez twórczości Mistrza? Upokarzające było, kiedy przez 9 godzin przesłuchiwano Donalda Tuska, obecnie polityka wagi ciężkiej i „drugą osobę” w Europie. Ohydne jest niszczenie postaci i dorobku profesora Bartoszewskiego, bezpardonowa walka z Owsiakiem, spapranie festiwalu w Opolu. Kiedy jednak zobaczyłem, jak policjanci wynoszą z demonstracji skutego Władka Frasyniuka, to trafił mnie szlag. Tu już przesadziliście, tego wam nie wolno. Te symbole, ci ludzie to nie tylko nasza historia, to nasza duma i dziedzictwo we wspólnej Europie. Tego Polacy nie oddadzą nigdy. Non possumus!!!