Artyści Festiwalu L 36 w HRP “Pamela”: zespół Ave

Pozwalamy sobie na luz i dystans do naszej twórczości


Mocny przekaz, zarówno w treści, jak i dźwiękach, jest ich znakiem rozpoznawczym. Mają za sobą debiutancki album, a już w krótce planują premierę nowych utworów. O dotychczasowych inspiracjach i sztuce współpracy w gronie doświadczonych muzyków opowiada lider zespołu Ave.  

Konwencja Waszej twórczości opiera się na tekstach w języku polskim, z mocnym przekazem – dlaczego zdecydowaliście się pójść akurat tą drogą?
Mariusz Michałowski: – Wynikało to z naszej natury, bez żadnego założenia. Chcemy poprzez nasz przekaz dotrzeć do jak największej ilości słuchaczy. Obecnie jest naprawdę wiele zespołów, które nagrywają w języku angielskim, dlatego też chcieliśmy złamać ten schemat i skupić się przede wszystkim na tworzeniu treści, która prezentuje sobą jakąś wartość i będzie w pełni zrozumiała dla polskiej publiczności.

W Waszych utworach na próżno szukać banalnych tekstów o miłości, poruszane są w nich częściej problemy otaczającej rzeczywistości – o czym Waszym zdaniem warto współcześnie mówić, poprzez muzykę?
Mariusz Michałowski: – Przekaz, który pojawia się w naszych utworach, jest wynikiem spontanicznego zarysu tekstu i próby zwrócenia uwagi na różne aspekty życia. À propos miłości: oczywiście również nie marginalizujemy tego tematu, jest to w końcu podstawowa cnota człowieka, która stanowi drogę do szczęścia. Nie da się ukryć, że rozpiętość tematyczna w naszych utworach jest bardzo szeroka i wynika z tego, że staramy się być dobrymi obserwatorami otaczającej rzeczywistości.

Waszą debiutancką płytę otwiera utwór London Blues. Mówi się, że nie potrzebuje on słów, żeby wywołać uśmiech – skąd czerpiecie inspiracje do tego typu kompozycji?
Mariusz Michałowski: – Całość wyszła bardzo spontanicznie i kolokwialnie mówiąc: jest wynikiem naszego „dorwania się” do instrumentów, jakie akurat mieliśmy pod ręką. Użyliśmy do tego elektroniki, przetwarzaczy dźwięku i głosu. Zabawiłem się wówczas w wokalistę jazzowego, efekt wyszedł bardzo na luzie i cieszymy się, że rezultat spodobał się nie tylko nam.

Jesteście muzykami z wieloletnim doświadczeniem. Każdy z Was zdążył się ograć w różnych zespołach – czy to pomaga czy też wiąże się z pewnego rodzaju presją?
Mariusz Michałowski: – Faktycznie ma to dwie strony, choć póki co wpływa na nas bardzo dobrze.  Dotyczy to zarówno umiejętności muzycznych, jak i sztuki współpracy w zespole. Mamy teraz swój cel i do niego dążymy, a wcześniejsze ogranie się działa wyłącznie na naszą korzyść. Nie da się ukryć, że pewna presja jest, ale mam wrażenie, że im jesteśmy starsi, tym pozwalamy sobie na większy luz i dystans do naszej twórczości.

Praktycznie we wszystkich utworach widać, że lubicie bawić się formą i nie ograniczają Was żadne muzyczne ramy – czy dalej planujecie obrać kurs na alternatywę?
Mariusz Michałowski: – Myślę, że tak. Póki co uważamy, że jest to dobry kierunek i właśnie w tę stronę planujemy zmierzać. Mamy naprawdę mnóstwo pomysłów i wiele nowych utworów. Już wkrótce w sieci będzie można usłyszeć i zobaczyć dalsze efekty naszej pracy. Sporo się obecnie u nas dzieje i nie zwalniamy tempa. Mogę zdradzić, że małymi krokami zmierzamy w kierunku kolejnej płyty.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dziękuję bardzo.

Rozm. Olga Taraszka

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.