Może dokładkę?

Sezon na „zjedz jeszcze trochę...” i „przecież nie może się zmarnować” uważamy za otwarty! Zapewne w niektórych domach sezon ten trwa cały rok, w niektórych aktywuje się tylko w okresach świątecznych, ale to właśnie w maju rozprzestrzenia się na największą skalę – majówka, komunie, wesela, rodzinne uroczystości, grillowanie na świeżym powietrzu – a wszędzie jedzenie, bardzo dużo jedzenia... Oczami jemy wszystko, ale żołądki czasem odmawiają posłuszeństwa, więc reklamy „złotych” środków na regenerację wątroby i odchudzanie zajmują coraz więcej czasu antenowego.

Polska jest znana z gościnności – stół musi uginać się pod ciężarem jedzenia, wybór potraw musi być duży, lodówki są wypełnione po brzegi, a w zamrażarce czekają zapasy „na wszelki wypadek”. Dla naszego pokolenia taki stan jest już czymś tak oczywistym jak Magda Gessler w telewizji. I tylko przez mgłę pamiętamy czasy, gdy było inaczej.

Polacy po prostu lubią świętować, kochają biesiadować i uwielbiają jeść, niestety często nie mając umiaru. Z jednej strony jest to swego rodzaju rekompensata za ten okres, gdy jedzenia na sklepowych półkach po prostu brakowało, z drugiej – chęć pokazania, że na wszystko możemy sobie pozwolić i że niczego nie może zabraknąć. Wystarczy spojrzeć na pełne wózki sklepowe w dzień poprzedzający jakiekolwiek święto wolne od pracy – zapasy jak na ciężki i długi tydzień, a nie na dwa dni. Ile z tego rzeczywiście zostanie zjedzone? Prawdziwym rogiem obfitości jest też tradycyjne, polskie wesele. Kto na takim był, ten doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że takiej góry dań nie sposób przejeść, nawet tańcząc całą noc. Niestety to, co zostaje po takim weselu, najczęściej ląduje w koszu.

Według Banków Żywności w Polsce marnuje się co roku 9 mln ton żywności, z czego gospodarstwa domowe odpowiadają za wyrzucanie ponad 2 mln ton. Co trafia do kosza? Pierwsze, smutne miejsce należy do pieczywa (62%), ale na podium niesławy są jeszcze owoce (47%) i wędliny (46%). Polacy najczęściej przegapiają termin przydatności do spożycia (46%), źle przechowują żywność (33%), gotują za dużo (21%) i – to nie niespodzianka – robią za duże zakupy (21%).

Jest na to rada? Oczywiście! Po pierwsze – nauka planowania i kupowania tylko tego, co naprawdę potrzebne, z której korzyści są podwójne – jedzenie się nie marnuje, a w kieszeni pozostaje więcej pieniędzy. Po drugie – nauka wykorzystywania resztek. Z suchego chleba można zrobić pudding, grzanki czy choćby bułkę tartą, z ziemniaków z obiadu kopytka lub placki itp. A jeśli wiemy, że planowanie zawiodło i sami wszystkiego nie zjemy, to warto tak po prostu, po ludzku się podzielić i zawieźć jedzenie do jednej z toruńskich Jadłodzielni. Może dzięki temu ktoś inny będzie mógł świętować?

Kasia i Iza Radomskie
blog kulinarny
www.PaletaSmaku.pl